Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali.
Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić.
Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. (Mt 22, 1-10
Przyglądamy się dziś dziwnej postawie króla. Jak pogodzić słowa zaproszenia: „Przyjdźcie na ucztę!” z poleceniem: „Wyrzućcie go na zewnątrz”? Czy ów monarcha będący symbolem Boga nie zaprzecza sam sobie? Dlaczego najpierw zaprasza na ucztę, a później z niej wyrzuca? Zaproszenie na ucztę może być rozumiane nie tylko jako zachęta do wspólnego posiłku, ale również jako wezwanie do skorzystania z uczty, jaką jest życie. Bóg, dając nam życie, ofiarował nam wiele darów, wiele możliwości, z których możemy korzystać. Zarówno w życiu, jak i przy stole obowiązują pewne zasady i kiedy ich nie respektujemy, ponosimy konsekwencje. W tym sensie widzimy, że zaproszenie jest gestem życzliwości, ale i przestrogi. Tu nie ma sprzeczności, lecz spójność relacji.
Jezu! Dziękuję za to, że tyle razy zapraszasz mnie do stołu. Dziękuję za bezcenny dar życia. Dziękuję za życzliwe ostrzeżenie. Niech nikt i nic nie odłączy mnie od Twojej miłości.
